Altruizm jest zły. Sam w sobie. Wyrządza krzywdę nie tylko altruiście, ale i osobie, której altruista pomaga. Tym bardziej jest tragiczny jeżeli stanie się fundamentem funkcjonowania dowolnej relacji. Nieważne czy mówimy o pracy, związku, czy koleżeństwie. Nie ma gorszej podstawy działania niż altruizm. Nawet samobójstwo nie jest tak destrukcyjne. Tłumaczę dlaczego.
Najpierw spójrzmy na definicję: Altruizm to postawa bezinteresownej troski o cudze dobro do stopnia, w którym przy kolizji naszego interesu z interesem innych należy dążyć do realizacji korzyści drugiej osoby.
Rozwijając pomysł: w dzisiejszym, społecznym porządku panuje pewna niepisana zasada i przeświadczenie, że postawa altruistyczna jest moralnym obowiązkiem jednostki, cnotą i wartością samą w sobie. Kompromitujemy własne szczęście po to, by zaspokoić potrzeby innych i przez to uczynić ich szczęśliwymi. Idea jest taka, że inni ludzie będą to robić dla nas. Z logicznego punktu sam pomysł jest nieefektywny i niemożliwy do zrealizowania. Wszystko, ponieważ to jednostka najlepiej potrafi rozpoznać swoje własne potrzeby (wiemy kiedy jesteśmy głodni, kiedy chce nam się spać, a kiedy chętnie rżnęlibyśmy się na stole kuchennym) i niestety dla tego systemu nie potrafimy czytać w myślach innych ludzi (jak często zdarzyło Wam się dostać nietrafiony prezent). Ludzie też nie są skłonni do wyrażania swoich potrzeb głośno przez np. społeczne uwarunkowania (nie widziałem jeszcze kobiety, która głośno i otwarcie, zawsze mówiłaby o co jej chodzi).
Z czysto pragmatycznego punktu tworzenia relacji ustawienie się w roli altruisty jest po prostu nieefektywne. Kto z Was chciałby usłyszeć coś takiego: Nie kocham cię, jest mi ciebie szkoda, uważam, że sam/a nie dasz sobie rady, dlatego bądź ze mną i ja dołożę wszelkich starań i poniosę wszelkie koszty byś był szczęśliwy/a? Dokładnie tak zrobił Dostojewski biorąc za żonę jakąś młodziutką szwaczkę ze „złego” domu czym doprowadził ją do samobójstwa. Brzmi to komicznie, ale uszczęśliwiał ją tak długo, aż tego nie wytrzymała.
Jak pisałem ładnych kilkanaście miesięcy temu, w sytuacji mężczyzna – kobieta dochodzi do uczciwej transakcji, która była pielęgnowana przez biologię dziesiątki tysięcy lat. Dlaczego któryś z Was chciałby przeciwstawić się całej naturze i w dodaktu liczył na sukces? A to właśnie robimy wypruwając sobie flaki i nie oczekując niczego w zamian. Każdy, łącznie ze mną popełniał ten błąd i zmieniał się z pewnego siebie, męskiego faceta w człowieka instytucję, który sobie odejmuje od ust i wciska żulom jedzenie, żeby ci spokojnie mogli przepić zasiłek i dalej korzystali ze sprawiedliwości społecznej. I prawda jest taka panowie, że nawet najlepsza dziewczyna będzie żerować na Waszej, nieokupionej ich wysiłkiem, dobroci do punktu, w którym 10 letni związek będzie nie do uratowania.
Co robić? Tak samo jak na początku znajomości znać swoją wartość i nie dawać się nabierać na obietnice. Ponieważ kobieca natura (nie wątpię, że istnieje wiele wspaniałych i pięknych kobiet z bardziej męską naturą) nie ma w zwyczaju dotrzymywać słowa. Okrutne? Nie do końca, ponieważ dla mężczyzny wysokiej wartości, który jest świadom powyższego, kobiety są w stanie zrobić wszystko. I mam tu na myśli – wszystko. I te obietnice w porównaniu ze „wszystkim” są jakąś marną namiastką.
“nie widziałem jeszcze kobiety, która głośno i otwarcie, zawsze mówiłaby o co jej chodzi”…chyba zapomniales o kims
Nie no Anita, z całym szacunkiem
Ale bez przesady
Nie zgadzam się. Nie można myśleć tylko o własnym ja. Trzeba pomagać, człowiek musi wiedzieć, że kiedy sam znajdzie się w tragicznej sytuacji, znajdzie się ktoś kto da ten “bochenek chleba”. Nie mówię tu o żulach, którzy na kolejną flaszkę zbierają, ale o ludziach których dopadła bieda, a wszystko co mają muszą wydawań np na medykamenty i nie stać ich na jedzenie. Ja osobie, która prosi o żywność nie odmówię. Altruizm nie jest wymysłem naszych czasów, nie jest obecną modą, istniał nawet 2500 lat temu.
A co do relacji w związkach nie można tego tak uogólnić, jedni potrzebują takiego dbania o siebie nawzajem i uszczęśliwiania, inni z kolei muszą sami wszystko wokół siebie robić by być szczęśliwymi.
Po pierwsze: człowiek nie może wiedzieć, że znajdzie się ktoś, kto go wyciągnie z tragicznej sytuacji – bo nie unikałby doprowadzania się do tragicznej sytuacji, a z drugiej strony nikt nie może na innych zrzucać odpowiedzialności za swoje niepowodzenia, lub rzeczy które się mu przytrafiły. Miło byłoby, gdyby ktoś pomógł, ale po to sam dbasz o najbliższych (których kochasz), żeby oni zadbali potem o Ciebie (np. w relacji rodzice – dzieci).
A w związkach jest tak, że od niewymagania zaangażowania równego naszemu drugiej stronie “rośnie dupa”. I w zasadzie ten ostatni “efekt” najbardziej mnie interesuje w tym wszystkim.
Altruizm wymaga “kochania” zupełnie obcych osób bardziej niż siebie. Pomaganie, które nic nas nie kosztuje nie jest altruizmem, tylko gestem dobrej woli. Wtedy gdy sobie odejmujesz od ust, albo swoim dzieciom by pomóc innemu – to jest altruizm.
Niezły mózg ;ppp
Oprócz wypocin Gala Antonima (skądinąd słusznych) należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Altruizm chrześcijan nie był do końca bezinteresowny ponieważ niósł za sobą nagrodę w postaci obietnicy życia wiecznego. Dlatego też chrześcijanin który kierował się ideą dobrej nowiny i pomagał innym kosztem samego siebie miał zakodowane, że po śmierci czeka go nagroda o wiele większa niż rozkosze życia ziemskiego.
A jeśli chodzi o dawanie komuś przysłowiowej kromki chleba, altruizmem można nazwać to wtedy kiedy sam masz tylko jedną kromkę którą oddasz. Kiedy masz cały bochenek i dasz biedakowi kromkę to poprawisz sobie w ten sposób nastrój (zapewne Ci podziękuje i uśmiechnie się do Ciebie) oraz podreperujesz własne sumienie.
Podsumowując, zawsze masz mniejszy lub większy interes, nawet jeśli często jest on nieświadomy. Tak jak samolubne geny z teorii Dawkinsa, pokrewieństwo prowadzi do “bezinteresownej pomocy” która okazuję się interesowna ponieważ przedstawiciel rodziny dąży do zachowania jak największej ilości danych genów w populacji.
Altruizm jest rodzajem egoizmu, zawsze niesie za sobą jakiś interes. Mimo, że z definicji tego słowa wynika inaczej, to życie i praktyczne działania pokazują, że definicja jest czysto literackim zabiegiem.
O teorii samolubnego genu mówiłem przy okazji “Matematyki umysłu”, ale nawet tutaj możnaby dostrzec brak logiki w altruistycznej (czy “rzekomo” alruistycznej) postawie. Prosty przykład: pasażerowie liniowców są instruowani, że wszelkie kamizelki ratunkowe, maski tlenowe itp. mają najpierw nakładać sobie, potem dopiero swoim dzieciom, czy krewnym. Bierze się to z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty, żywy ratownik może kogoś uratować, martwy jest nieprzydatny. Po drugie, w dzisiejszych warunkach eksplozji populacji i wydłużającej się krzywej życia (z czysto racjonalistycznego punktu widzenia) jesteśmy w stanie pokryć straty w nowej ratolośli. Jakkolwiek cynicznie i bezdusznie to brzmi, ale w czasach, do których przystosowane są nasze mózgi posiadanie kilku rodzin było niezwykle trudne. Dziś znane i powszechne są historie mężczyzn posiadających kilka żon, jedna po drugiej i przez to wiele dzieci. Co więcej nienadwyrężających się by wszystkie utrzymać.
Nasze ideowe myśli, przemielone przez niedouczonych i niedoceniających nas nauczeli i mówców chciałyby się temu sprzeciwić. Altruizm jest w końcu pięknym i szczodrym pomysłem
Jak się może okazać, jest bardziej złotą klatką niż czymś fantastycznym