Felieton – Na Nowy Rok

Grudzień 31, 2010

W atmosferze zbliżającego się Nowego Roku, bardzo wiele zdrowych, dorodnych, młodych i bardzo często inteligentnych (na pozór) osób dochodzi do wniosku, że zeszłe dwanaście miesięcy nie było tak dobre jak być powinno. Nie mam na to żadnej innej odpowiedzi niż bardzo brutalne, ale zawsze aktualne i prawdziwe: Był na tyle dobry na ile wybraliście, żeby był. Nie chcę nawet zagłębiać się jaką niewyobrażalnie dziwną rzeczą jest branie pod kreskę cennych 365 dni i wywalanie ich do kosza, gdy w sumie przeciętnie długie życie trwa ich zaledwie 28 tysięcy.

Wigilia Nowego Roku przez wielu uważana jest za najlepszy czas do zmian, postanowień, otwierania się na nowe wyzwania – również i według mnie jest to dzień do tego doskonały. Doskonały jak każdy inny. Ten przydługi wstęp doprowadzi nas do samego sedna – uświadomienia sobie, że oprócz postanowień o zarzuceniu złych nawyków, ustalania sobie dalekosiężnych celów jako faceci możemy otworzyć się właśnie na jedno z istotnych pytań. Czego one pragną? Nie odkryję ameryki i powiem, że na pewno nie tego o czym mówią. Zagadka jest mało skomplikowana, rozwiązanie proste, niekoniecznie łatwe do zrealizowania, ale przez to jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Kobiety pragną zrelaksować się, zaufać, oddać się. Potrzebują poczucia, że nie muszą się stresować, zastanawiać nad przyszłością. Chcą mieć pewne oparcie o solidną podstawę Waszej pełnej świadomości i pewności siebie. Nie lubią mieć na sobie odpowiedzialności za Wasze szczęście. Więc jeżeli nie jesteście pewni o Wasze finanse, czy nawet o Wasz polityczny pogląd – nie musicie nic mówić, one to wychwycą i zaczną się nad tym zastanawiać za Was. Nie musicie być superbogaci, możecie zdecydować, że zostaniecie mnichami, albo grabarzami i dopóki jesteście pewni swojego wyboru całym sobą to jej nie robi to różnicy. Może się odprężyć poprzez Wasze poczucie stabilności i pełne zaufanie do siebie. Wiele z nich, będzie Wam mówić, że chcą być numerem jeden w Waszym życiu. Zaufajcie mi w tej kwestii – jeżeli kobieta poczuje, że jest ważniejsza niż Wasz życiowy cel, to na jej barki spadnie ogromna odpowiedzialność za Wasze szczęście. Wtedy sami skazujecie się na frustrację, ponieważ życie pod taką presją będzie ją krępowało i choćby chciała, nie będzie w stanie spełnić Waszych oczekiwań.

Wasza praca nad sobą, nad ostrzeniem własnej świadomości będzie sowicie wynagrodzona. Prędzej lub później. Być może w ogóle traficie na kobietę, która jest tak głęboko przerażona przed pełnym oddaniem i zaufaniem, że nie będzie w stanie docenić tego, co otrzymała i cały proces będziecie zaczynać od nowa. Jestem jednak pewien, że zawsze po chwilach prób i testów przychodzi czas na celebrację. A wszystko, co możecie sobie wyobrazić najprzyjemniejszego czeka tylko na Wasze noworoczne postanowienie.

Do przeczytania w najnowszym roku, na który życzę Wam wszystkiego co najlepsze, niezapomniane, ekscytujące i pełne najczystszej radości!


Felieton – No risk = no fun

Grudzień 2, 2010

Żyjemy w świecie, w którym uczą nas wciąż i wciąż podejmować właściwe decyzje. Bezpieczne decyzje. Pełne respektu dla otaczających nas narzuconych zasad. Najlepiej gdybyśmy unikali wszelkiego ryzyka. To tak jakbyście mieli do końca życia zostać w domu, w złotej klatce, bo wyjście w świat z krainy czterech ścian i 24 karatowych krat jest nieodpowiedzialnym ryzykiem – mogą Was pobić, zabić, zgwałcić, porwać, ugryźć, urwać Wam coś, okraść, a co gorsza poderwać Was. Problem polega na tym, że to w domu zdarza się większość wypadków… Oprócz ostatniego.

Każdy charyzmatyczny człowiek, którego nazwisko przychodzi mi na myśl nie bał się podejmować własnych, przeczących panującym trendom, ryzykownych, irracjonalnych decyzji. A może i się bał, ale koniec końców, robił to, co uważał za słuszne. Z logicznego punktu widzenia, czymś najbardziej ryzykownym jest poleganie na cudzych decyzjach. Pół biedy, gdy sugerujecie się i działacie wbrew sobie idąc za głosem, kogoś, kogo uważacie za swojego mentora, czy autorytet, czy inny dziwny stwór. Gorzej; zupełnie źle, kiedy zarzucacie swój osąd aby ustawić się na jednym torze z kobietą. Jakkolwiek mądra, stara, doświadczona, skupiona, męska, udana, zgrabna, piękna, czy godna szacunku by była. Jeżeli kobieta sugeruje coś, co zmienia Wasz pogląd na daną sprawę, to wtedy powinniście przemyśleć wszystko jeszcze raz i podjąć nową decyzję. Ale nie ma usprawiedliwienia dla zarzucania swojego osądu, co do którego jesteście dogłębnie przekonani, tylko aby jej dogodzić, czy dla świętego spokoju. W takim wypadku jedyne, co komunikujecie to proste: „Nie wierzę w swoją zdolność do podejmowania decyzji – powinni obciąć mi… krawat”.

Kobiecość nie cierpi podejmować decyzji, uwielbia testować i najpewniej nie jest świadoma tych dwóch prawidłowości. Kolejna piękna sprawa to fakt, że to, co wychodzi z ust kobiety jest zawsze odbiciem jej aktualnego nastroju. Nie tym, co sądziła o sprawie godzinę temu, jak uważa, że będzie się z czymś czuła za godzinę – aktualny nastrój, aktualny pogląd. Są oczywiście wartości i zasady zakotwiczone tak mocno, że tylko odpowiednio duża projekcja emocji jest w stanie je obejść, ale to tylko potwierdza fakt. Męskość ze swojej natury robi odwrotnie. Używa chłodnej analizy i szerokiego spojrzenia. Czasami rzeczywiście – spontaniczna reakcja, podyktowana chwilą prowadzi do niezapomnianych przeżyć i tu nie ma dyskusji. Lecz niestety, kiedy dochodzi do sytuacji, w której zmienicie Waszą decyzję tylko dlatego, żeby zgodzić się z nią (a nie dlatego, że rzeczywiście jej pomysł jest dobry), to nie dość, że w każdym razie będziecie mieli do niej i do siebie pretensje, to jeszcze i ona (mniej lub bardziej świadomie) starci do Was zaufanie. Skoro sami sobie nie ufacie, to jak kobieta ma Wam zaufać?

To do nas należy nieme zasugerowanie czegoś na styl „to jest moja decyzja, z uwzględnieniem wszystkich za i przeciw, wynikająca z mojej mądrości (lub jej barku) – jeżeli się mylę, będzie to doskonała lekcja i wyciągnę z niej wnioski”. Powtarzam jeszcze raz: nie chodzi o to, żeby ignorować kobiecość podejmując decyzję – nie zwracanie uwagi na spontaniczność, świeżość i emocje płynące od kobiet jest zwykłą głupotą. Na tej samej zasadzie bardziej męskie jest uczciwe przyznanie racji, kiedy jest ona po tej drugiej stronie niż bezmyślne obstawanie przy swoim zdaniu. Chodzi o to, by podjąć w zdecydowany sposób zawieszoną gdzieś w przestrzeni odpowiedzialność. Mieć odwagę, i kiedy jest to konieczne, na tyle jaj, żeby powiedzieć: „Prawda leży tam, gdzie leży. Nie po środku. Nie gdzieś indziej. I jest jedna.” – I wskazać palcem dokładnie, gdzie ona jest.

A prawda jest taka, że podejmowanie opłacalnego ryzyka, kierowanie się zwiększaniem sumy przyjemności i satysfakcji, zdrowy hedonizm i egoizm zgodny z własnym sumieniem jest dużo bardziej logiczny niż trzymanie się trendów i bezszelestne wpasowywanie pod długi, smutny pantofel masowego społeczeństwa. Nie odbierajmy życia zbyt poważnie. To źle działa na cerę.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.