Look back na rok Warsztatu cz.1

marzec 10, 2009

Zrobimy sobie mały editor’s pick najabardziej wartościowych artykułów jakie przez ostatani rok (God damn!) pojawiły się w Warsztacie charyzmy.

Na pierwszy ogień “Poprawa charyzmy”, w którym przybliżam umiejętności dostarczania swojej Gry. To najchętniej czytany przez Was artykuł.

Innym wartym większej uwagi tekstem jest “Gram teorii cz.2″. Do tych wniosków wszystko się ostatecznie sprowadza – wartość, którą widzimy jest pozorna, a my najpewniej jesteśmy postrzegani inaczej niż uważamy.

Polecałbym wzięcie sobie do serca porad zawartch w “Attraction cz.2″. Demonstracji naszej wartości dokonujemy praktycznie permamentnie. Wciąż jesteśmy testowani. Dobrze jest wiedzieć jakimi charakterystykami świat ma nas widzieć.

Bez odpowiedniego stylu życia, w najlepszym wypadku,  jesteśmy tylko zbiorem rutyn i gotowych tekstów. Ten tekst uważam za najlepszy jaki tu zamieściłem. Internalizując te wskazówki innej opcji niż sukces nie widzę. “Lifestyle” to info, dzięki któremu “czuję różnicę”.


Breakdown – Pewność siebie, a arogancja.

luty 27, 2009

Pierwsza i najważniejsza sprawa: Pewność siebie to tylko iluzja. Jeżeli jestem wychylony z samolociku na wysokości czterech tysięcy metrów, trzymam się dwudziestoletniej blachy, która wibruje niczym młot pneumatyczny po zdjęciu zabezpieczeń, ludzie, których widzę pierwszy i, zapewne, ostatni raz panikują i modlą się do czterech różnych bogów… W perspektywie mam próbę samobójczą, która w planach ma się nie udać przez kawałek płachty upchniętej do mojego plecaczka, która mogła sie zaplątać w miliardy kilometrów linek. Jeżeli to wszystko dzieje się i przemyka po mojej głowie z prędkością mrugającej powieki, w takim wypadku pytam się jakim cudem mam być pewny siebie? Dodam tylko, że podejście do nieznajomej kobiety dla zdrowego mężczyzny to bardzo podobna dawka adrenaliny.

Jako, że nie pozbędziemy się skoku adrenaliny, a nasz strach jest wpisaną reakcją emocjonalną, której nie damy nalepki „disabled”, skoro to wszystko dzieje się poza naszą logiką i świadomym objęciem mówię: dajmy sobie spokój ze zwalczaniem tego. I jeżeli nie doceniajmy tego jak nasz mózg jest zbudowany, to przynajmniej zaakceptujmy taki stan rzeczy. W takim czy innym wypadku musimy użyć wszystkich możliwych środków, aby stworzyć wrażenie bycia pewnym siebie w każdej sytuacji. Długie wymuszanie na swoim ciele odpowiednich reakcji na sytuacje, które nas otaczają sprawi ukształtowanie się odruchów warunkowych.

W takim wypadku, kiedy jestem w tym pieprzonym samolociku i czuje wszystkie objawy strachu przed utratą życia mogę uspokoić, pogłębić oddech. Zwolnić swoje ruchy, rozluźnić mięśnie. Nadać ton i rytm swoim słowom. Kiedy przejmuje świadomą kontrolę nad swoim ciałem, dla wszystkich ludzi, którzy wtedy mnie zobaczą będę wzorem pewności siebie. I wciąż nie mówię tu o próbowaniu stawania w opozycji do odczuwanego strachu. Wtedy rzeczywiście wychodzę na gościa, który próbuje… „Try hard”. Nie krzyczę „NA POCHYYBEEEEEEL” pokazując uśmiechu nr. 3. Nie. Raczej przejmuje kontrolę nad ciałem, głosem i oddechem mówiąc: „Do zobaczenia na dole” – Hop.

Arogancja to rodzaj panicznej reakcji na fakt, że nikt poza nami może nie uważać naszej osoby za tak wartościową jaką, według nas samych, jesteśmy. Nic więcej. Mając to na uwadze, nie chcemy być aroganccy, ponieważ świadczy to jedynie o naszym braku pewności. I mówiąc to absolutnie nie celuję w teorię negów, metodę rozbawiciela, czy bycia „słodko aroganckim” jak to określiła moja bliska znajoma. Neguję bycie chamskim, snobistycznym, nie-dającym-się-lubić monstrum, które nie szanuje żadnego człowieka, poza sobą.

Usiądź szeroko, na „amerykańską czwórkę”, oprzyj dłonie na udach, mów głębszym głosem i 1/3 wolniej. Dodaj powolną gestykulację i wyraz twarzy, jak gdyby słowa, które wypowiadasz wciąż miło Cię zaskakiwały, a brzmienie Twojego głosu było przyjemne jak łyk ambrozji. Skup wzrok lekko ponad ludźmi, tak jakbyś wyobrażał sobie o czym mówisz, wyobraź sobie o czym mówisz. A kiedy skończysz zdanie delektuj się ciszą, jaka nastąpi w towarzystwie. Wszyscy będą czekać na więcej.

To taka mała próba podejścia indywidualnego @up. Wejdźcie do najwyższego budynku w okolicy, znajdźcie jakiś taras widokowy. Złapcie się pewnie barierki i wychylcie się poza nią patrząc w dół. To napływ adrenaliny, podczas którego przyjdzie Wam pracować. Logicznie rzecz biorąc jesteście bezpieczni, niestety Wasz umysł zdążył już zareagować. Miłych ćwiczeń :D (tak, to było bezczelnie aroganckie)


Field Raport – Podejście treningowe. Nauka poprzez fun.

luty 25, 2009

Przykładowe podejście, miniField Raport. Od podejścia do domknięcia z cmokiem i numerem. W cytatach zamieszczę wypowiedzi, reszta tekstu to wyjaśnienie. Niezbędna formalność, dziewczyna T, ja GA.

A1 – Otwarcie
Set stojący, trzy osoby, dwie dziewczyny, reguła trzech sekund. Przechodzę i znad ramienia otwieram:
GA: Hej, wierzycie w przyjaźń między kobietą, a facetem? Ok, ok, łapcie to. – Set wyraźnie się otwiera, wynagradzam, stoję już tylko lekko bokiem – Mój kumpel jest z pewną laską już od trzech miesięcy, i ona tydzień temu praktycznie wprowadziła się do niego. - Tu wcisnąłem body rockera, trick z udawaniem, że odchodzi się od grupy – Gdzieś w szafie znalazła takie stare pudełko po butach, w którym mój kumpel trzyma zdjęcia, pamiątki i takie tam. No i tak się składa, że część z tych zdjęć prezentuje mojego kumpla z jego byłą, z którą on się przyjaźni. I teraz, jego aktualna dziewczyna powiedziała mu, żeby spalił te zdjęcia i przestał się z nią kontaktować, bo nie wierzy w „jedynie przyjacielskie kontakty”. Co wy na to?
Grupa: bla bla, powinien z nią zerwać/powinien spalić te zdjęcia – set otwarty, stoję przodem do grupy.

A2 – Zainteresowanie kobiety mężczyzną
Ucinam bezsensowną gadkę na temat byłych, aktualnych przyjaciółek/kochanek przelatując paluchem po wszystkich (skupia uwagę) i w końcu wskazując na siebie:
GA: Iiiiii wracamy do mnie – śmiech grupy – W ogóle, poza tym, że masz bardzo ładną fryzurę na… Wafelka – Neg, kalibruje uśmiechem od ucha do ucha i akcentuje fakt, że to jednak był neg – nie, nie, nie obrażaj się, lubię wafelki! – więcej śmiechu – Okej, jak mówiłem, poza tym masz uśmiech w kształcie literki U, podobnie jak ta dziewczyna, o której wam mówiłem, wiesz co to oznacza?
T: Nie bardzo (whateva szi sez)
GA: Zaraz będę musiał wrócić do moich znajomych, ale niech będzie. – Drugie, tym razem werbalne, fałszywe ograniczenie czasowe, po czym zaczynam instalować odpowiednie wskaźniki swojej wysokiej wartości – Moja dziewczyna wpadła, nie wiem jakim sposobem, to chyba przez ten modeling, na pomysł i podzieliła ludzi na dwie kategorię. Tych z uśmiechem U i uśmiechem C. Pokazała mi nawet okładki z jakichś Cosmo, wskazała na Julię Roberts jako przykład uśmiechu C, takiego od ucha do ucha. Ponoć ludziom z takim uśmiechem łatwiej osiągnąć sukces „pracując wyglądem”, wydają się sympatyczniejsi. Z drugiej strony pokazała mi okładkę z Paris Hilton, literką U. No i rzeczywiście Paris, nie znam jej, może być najsympatyczniejsza na świecie, a jednak kiedy się uśmiecha wygląda tak trochę sukowato. Coś w tym musi być. – W połowie tej rutynki zauważyłem pierwsze trzy IOI, dwa ze strony targetu i jeden od „przeszkody”. Dodaje kolejnego body rockera, tym bardziej głębszego, odchodzę na jeden krok. Po czym wracam na pół kroczku i ciągnę dalej:
GA: Wy to jesteście jakimiś przyjaciółkami, czy jak?
Grupa: W zasadzie, to znamy się dość krótko…
GA: A już wymieniacie się tym waszym dziewczęcym kodem. Praktycznie za każdym razem, kiedy ja coś mówię, albo któraś z was chce się odezwać patrzycie sobie w oczy i wymieniacie się tym „kodem”. I co najlepsze, to w ogóle nie działa między facetami. Byłem w pubie z kumplem i akurat wypadło, że ja stawiałem kolejkę i biorę te dwa soczki odwracam się i jestem osaczony przez dwie… Hmm, no w każdym razie musiały nas dość długo obserwować. I zaczynają tam te swoje triki, ja stoję, popijam soczek i wzrokiem szukam kumpla. Wysyłam mu telepatycznie: Wyciągnij mnie stąd! A on zaczyna szukać plamy na swojej bluzce i ma pretensje, że go wkręcam. – Przez cały czas set przesuwał się o ten dzielący nas dystans kroczku (IOI). W dodatku zauważyłem jeszcze po jednym bardziej „aktywnym”: przeszkoda przetargała palcami po włosach, a target zaczął bawić się naszyjnikiem i przejeżdżać palcami po szyi. Jestem w domu, przechodzimy do A3.

A3 – Kwalifikacja celu
GA: My tu tak gadu, a nie wiem gdzie siedli moi znajomi, będę musiał ich poszukać. – Kolejne fałszywe ograniczenie czasowe – W miarę fajni jesteście... (masakryczna reakcja u pań, gość szuka opcji do ewakuacji) To znaczy, ona (target) zrobiła na mnie dość kiepskie pierwsze wrażenie, ale chyba damy jej szanse, co? – Tak postawione pytanie sugeruje, że set jest mój, ona jest tu obca – Ooo, koleżanka, moja dobra znajoma, potraktowała mnie ostatnio takim pytaniem: Gdybyś nie miał szansy na niepowodzenie, kim chciałbyś zostać w życiu? Kosmonautą, odpowiedziałem, chciałbym znaleźć się w kosmosie, takie marzenie z dzieciństwa. A ty?
T (duże oczy, widać, że nie ma zielonego pojęcia): Yyy
GA: Tylko nie mów, że księżniczką.
Przeszkoda: Ja też bym chciała polecieć w kosmos.
GA: Okej, okej, wiem że jesteś fajna, to z nią mam problem, dajmy jej tę szansę, niech ma coś od życia. Aktorką, muzykiem, artystką, fizykiem kwantowym?
T: No, aktorką, aktorką.
GA: To ciekawe, już cię widzę na deskach teatru… (IOI) Chociaż, w życiu nie zaufałbym aktorowi. Czym w ogóle się zajmujecie? (IOD)
T: Uczymy się, pierwszy rok na filologii polskiej.
GA: A, że szkoła poetów, fantastycznie! Osobiście sporo piszę, artykuły, felietony, świetna sprawa. Tylko mi nie mów, że będziesz mówiła o szkole w takim miejscu!
T: Nie, nie spoko, przyszliśmy poimprezować – W tym momencie, ku mojemu zaskoczeniu, gość zmiękł totalnie, rzucił coś na kształt zaraz wracam i się zmył uznałem, że czas na move.
GA: Okej, głupio mi trochę przed znajomkami, przedstawię was. Tylko mała prośba. Większość z nich to naprawdę zajebiści ludzie, dobrzy ludzie, więc proszę was nie zróbcie mi wstydu, nie wystraszcie ich. – Oczywiście, kupa śmiechu. Odwracam się i wystawiam za pleckami rączki, sekundka i już idę z dwiema dziewczynami za rękę.

C1 – Rozpoczęcie budowania komfortu.
Jako, że set rozkleił się szybciej niż mogłem przypuszczać nie mogłem skutecznie wyizolować targetu. Wtedy jej koleżanka zostałaby sama. W tym wypadku musiałem przenieść cały set. Oczywiście szedłem tak, żeby nie znaleźć swojego kumpla, a tak po prawdzie… Przeszliśmy może 5-7 metrów ku lożom. Fuksem jedna z nich była zajęta tylko w połowie. Usiedliśmy. Od wyjścia siedziałem ja, potem target i za nią przeszkoda. To najlepszy wariant w głośnych miejscach. Można być bliżej targetu, mówić do przeszkody, a cel i tak słyszy. Panie bardzo ładnie kompilowały, doskonale odpowiadały na dotyk i nie puściły mojej ręki gdy szliśmy do stolika.

Zrobiłem potężne AI (przedstawienie „postaci” nabite makabryczną ilością DHV) mojemu kumplowi, z którym przyszliśmy do klubu i znajomej, która szwendała się po miejscówce ze swoim boyem. Od czasu podejścia minęło może osiem minut, pamiętam, że zdążył się zmienić kawałek. Postanowiłem zrobić nieduży role-playing:
GA: Wiecie co bym z wami zrobił? Ciebie (target) przebrałbym w strój aniołka, taki z aureolką, nieskazitelnie biały i ze skrzydełkami. Ciebie natomiast w strój pomocnicy diabła. Różki, czerwony lateks, ogon jak bicz i trójząb w garści. Wziąłbym każdą z was pod rękę i przeszedł się po całym klubie w taki sposób, żeby każda dziewczyna, która to zobaczy… Mogła wam zazdrościć! – czysty fun, gdy widzi się reakcję na twarzach. Równocześnie, skutecznie podnosi temperaturę kupowania, czyli chwilowy stan podwyższonego entuzjazmu. Stwarza to odpowiednie warunki do eskalacji kino. Rzucam kolejną zabawę w odgrywanie ról, tym razem dodaję do tego dotyk.
GA: Albo jeszcze inaczej. Zrobiłbym czarter do Grecji. O zachodzie słońca poszlibyśmy na plażę. – Nie patrząc na target i mówiąc jednocześnie kładę sobie jej rękę na swojej, udając, że idziemy po plaży. – Przebralibyśmy się w takie togi, jak za czasów starożytnych. – Pokazuje na sobie jak bym sobie ją przewiesił, a na targecie gdzie jest jej broszka, zakładam sobie jej rękę na moje przedramię – poszlibyśmy sobie tak we trójkę w stylu promenadowym brodząc po kostki w morzu, podziwiając romantyczny zachód słońca, a potem… – Mówiąc do przeszkadzaj ki opieram target o siebie – Potem rozłożylibyśmy swoje stanowisko i sprzedawali zajebiste hot-dogi! – Znowu kupa śmiechu. Na koniec tej eskalacji kina dodaje kalibrator, czyli IOD z mojej strony, na wypadek, gdybym zrobił za dużo, zbyt szybko – Ok, złaź ze mnie – Ustawiam target na jej dawne miejsce.

Taki zapas kompilacji daje dobre fundamenty dla domykania. Zdecydowałem się na kiss close. W takim wypadku praktycznie zawsze stosuję „test zaufania”, ostateczny test kompilacyjny.

GA wystawia rączki i czeka aż dłonie targetu na nich wylądują: To jest fun. Nazywa się to testem zaufania – Polega to na obniżaniu, podnoszeniu dłoni, doprowadzenie do sytuacji, że rzeczywiście trzymacie sie za ręce. Jeżeli podczas tych „manewrów” ona nie odrywa swoich rąk od Waszych, jest dobrze. - Zobacz, za każdym razem, kiedy robiłem coś z moimi rękoma, twoje dłonie wciąż się na nich opierały… Perfekcyjnie. – Patrzymy się sobie w oczy i następuje chwila, kiedy albo „zaliczymy” kiss close, albo jesteśmy w zasadzie spaleni. – Wyglądasz jakbyś chciała mnie pocałować…
T: Nie wiem. – Tu zrobiło się dość dramatycznie…
GA nic nie mówi, uśmiecha się lekko i sprawdza!

Od otwarcia, do momentu, kiedy faktycznie set był wygrany minęły dwa kawałki… W okolicach 15 minut. Prościej się nie da. Dlaczego tak mało jest odpowiedzi ze strony targetu? Po pierwsze, zwykle to jakaś wata nudowa, z jakiegoś powodu one chcą przechodzić do utartych tematów (w których czują się pewnie). Po drugie… Nie dałem im wiele czasu na odpowiedzi. Każde uchylenie się od Waszej ramy wypowiedzi powinno zostać ukrócone. Co więcej, nie nagadałem się zbyt dużo. To troszeczkę ilustruje, jak cały etap podrywu (od A1 do A3) i faktyczne rozpoczęcie budowania komfortu (C1) jest szybkie i w sumie (po zrozumieniu i zaaplikowaniu odpowiedniej wiedzy) prosty. W ramach treningu polecam właśnie robić sobie takie przebieżki po wyżej wymienionych fazach, po kilkunastu/ kilkudziesięciu udanych setach zrozumiecie na czym polega siła poszczególnych technik, sposobów, metodyki, jak to tam nazywacie. Polecałbym skupienie się bardziej nie na domykaniu, a właśnie na procesie, to tutaj możemy otrzymać najwięcej informacji zwrotnych. Czasami nawet bardzo niedoskonałe podejścia kończą się sukcesem, radziłbym nie popadać w złudne wrażenie, raczej dążyłbym do podniesienia jakości, niż ilości udanych prób. Powodzenia!


Breakdown part … – Patterning

luty 13, 2009

Chciałbym powiedzieć pare słów o pięknej rzeczy jaką jest patterning. Używanie tej techniki w podrywie jest poniekąd niedostępne dla zwykłych śmiertelników, tudzież amatorów podrywu trudniących od niezbyt długiego czasu. Ja zainteresowałem się tym z początku bardzo niechętnie, gdyż nie wierzyłem w skuteczność tej metody uwodzenia. Teraz z każdym nowo otwartym setem przekonuję się, że zaczynając przygodę z patternami mój skillset wskoczył na zupełnie nieoczekiwanie wysoki poziom.

Ale do rzeczy: Patterning polega, przynajmniej w początkowej fazie na recytowaniu wyuczonych rutyn, opowieści. Owe historie pod płaszczykiem wątku “niejako” fabularnego  kryją tzw. słowa klucze działające na podświadomość. W tym tkwi główna siła tego agadnienia – działanie na podświadomość. Najpierw zastanówmy się w taki sposób działa mechanizm wpłynięcia na wolę kobiety? Jak stać się główną częścią jej świadomości bez której ona nie umie się obyć, albo brak tej części w jej życiu sprawia, że jest nieszczęśliwa, czegoś jej brakuje? W ogólnym rozumieniu jest to mechanizm działający na przestrzeni długiego czasu, trwa on od momentu kiedy dziewczyna/kobieta nas prawdziwie pokocha. A co jeśliby ten cały proces przyspieszyć do jednej, góra dwóch historii, które mogą w sumie trwać nie więcej niż 20 minut?  Interesujące, prawda? Indeed.  To właśnie daje nam patterning, uczucie kobiety, że to my stajemy się  jakoby jedynym powodem dla którego żyje. Przynajmniej przez jakiś czas.

Na korzystny efekt tego działania składa się wiele czynników zależnych od nas samych. Czynniki te to: barwa naszego głosu. Każdy z nas posiada umiejętność modulacji swojego głosu w pewnych przedziałach.  Właśnie ta umiejętność, to JAK  wymodelowany jest głos wpływa na to jak nas odbierają inne osoby. Mozna powiedzieć, że to jak mówimy wpływa na ocenę naszej osoby. Nasz rozmówca, w tym przypadku rozmówczyni może wyczuć poziom energii, zdenerwowania (ono zawsze jest obecne. Dzięki modulacji możemy to zamaskować) itp. Następna cecha związana z naszą przemową to stosowanie PAUZ, znaków interpunkcyjnych, oraz baaardzzooo spokojne wypowiadanie kolejnych słów. Więc od dziś wszyscy mówimy wolniej i nie chodzi tu wcale o dziwne przeciąganie wyrazów tylko o jasne przekazanie informacji. Następnie możemy przystosować siłę głosu do panującego środowiska. Te wszystkie czynniki są bardzo, ale to bardzo ważne w używniu patternów. 

Początkowe używanie gotowych rutyn, które muszą być wyuczone na pamięć, pozwala na zapoznanie się z mechanizmami używania swojego skarbu, którym jest głos. Wszyscy chcący się posługiwać tą techniką muszą zadbać o to. Musicie wiedzieć, że posiadając tę wiedzę musicie być świadomymi ludźmi. Sami pomyślcie ,co mogło by się stać, gdyby tę wiedzę posiadł jakiś napalony dzieciak – kilka godzin z życia paru niewinnych dziewczyn/kobiet zmarnowane. Jeżeli uważacie, że to takie proste – sekwencja kilkudziesięciu słów, gestów i odpowiednio wykalibrowany głos pomoże Wam systematycznie przyciągać do Was kobiety – nie mylicie się. 

Na dalszy ciąg zapraszam do następnego wpisu.  Pozdrawiam, Adius.


Breakdown part 1 – Reguła trzech sekund

luty 10, 2009

Reguła trzech sekund. Proste trzy słowa, które składają się na jedną z najważniejszych zasad/powinności/must be done „artystów”. Jednakże, wiele osób, których tym mianem osobiście bym nie określił… Hmm raczej dowolnie interpretuje, bądź przedstawia bardzo pokrętne rozumienie wyżej wymienionej zasady.

Ale po kolei: Jako, że każdy zdrowy „samiec” posiada wbudowany strach przed podejściem, cześć gości, która ma potencjał bycia naprawdę dobrymi w tej sztuce, cierpi na tzw. godzinę amatora. Strach to emocja/motywator/impuls, który ma deprecjonować nasze dobre samopoczucie, dopóki nie zaprzestaniemy prób. Dlaczego boimy się rzeczy, o których wiemy świadomie, że są bezpieczne? Po pierwsze świadomy umysł i system emocjonalny to, z praktycznego punktu widzenia, dwie osobne rzeczy. Po drugie świadomość łatwo można oszukać i w przeszłości (mówię tu o naszej genetycznej przeszłości, drodze ewolucji) zdarzało się to na tyle często, że wykształciliśmy w sobie tę rozdzielność. Podświadomie zbieramy zdecydowanie więcej informacji niż ogarniamy świadomością (odległości, kształty, kolory, prawdopodobieństwa, prędkości, siły, oddechy, ilość uderzeń serca, subkomunikacja itp. itd ect.). Od cholery danych umyka nam, albo raczej nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że przetworzyliśmy tak dużą ilość danych. I teraz, umysł przelicza sobie codzienne sytuacje, porównuje ze statystykami (które dziedziczymy po przodkach) i wysyła odpowiednie sygnały ciału. Niektóre z nich nazywamy refleksem, odruchami, stanami emocjonalnymi, bólem, przyjemnością, odczuciem, postrzeganiem – ciągle coś się dzieje.

A teraz coś bardzo optymistycznego: Gdyby mózg dowolnie wybranego człowieka dostawał wciąż doskonałe dane, ów człowiek nie popełniałby błędów. Błędy to wyniki z niepoprawnych danych. Dlaczego jednak nie popełniamy wciąż błędów (ponieważ niedoskonałe informacje zbieramy cały czas)? Podświadomość zawsze stara się nas nakłonić do wybrania „mniejszego zła”. Przykład. Biegnie sobie dzieciak ścieżką w lesie (powiedzmy środkowo amerykańskim) i widzi ruszający się stos liści. Dostaje niedoskonałe informacje, ponieważ nie wie co jest pod liśćmi. Jednak taka sytuacja to bardzo dobry wskaźnik na to, że na drodze dzieciaka znajduje się wąż. Chłopiec ma dwie opcje: Przebiec po liściach, albo obejść wzgórze powiedzmy. Obydwie decyzje mogą mieć nieprzyjemne konsekwencje. Obejście wzgórza to wydatek energii i czasu, bieg po stercie liści w wypadku gdy jest tam wąż skończy się śmiercią. Mózg chłopca ocenia sytuacje, liczy prawdopodobieństwo, porównuje ze sobie tylko znaną statystyką i wybiera mniejsze zło – chłopczyk odczuwa silny strach przed wężem (którego może wcale tam nie być!) i obiega pagórek.

To samo dzieje się dziś z nami. Widzimy piękną kobietę. Nasz umysł ocenia jej wartość (w oparciu, jeszcze raz, o niepewne dane) i wysyła nam impuls: podejdź/zdobądź/poderwij/cokolwiek. Z drugiej strony nasza struktura plemienna (w której wciąż żyją nasze mózgi… Pomimo otaczających nas mas ludzi i technologii. Ewolucja działa bardzo powoli.) każe nam przypuszczać, że ta kobieta jest „chroniona” przez swojego partnera, który może zrobić nam poważną krzywdę. Zatem jednocześnie odczuwamy chęć obcowania z tą kobietą i strach przed podejściem do niej. Co najlepsze w dzisiejszych czasach nie ma to praktycznie żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Ale i tak to czujemy. I system emocjonalny działa w taki sposób, że na każde nasze zawahanie odpowiada silniejszą dawką emocji. Co za tym idzie, im dłużej czekamy przed tym pieprzonym otwarciem, tym bardziej odczuwamy strach i kończymy nie podchodząc. Dochodzimy do momentu, gdy napięcie nerwowe uniemożliwia poruszenie jakimkolwiek mięśniem.

I tutaj przychodzi czas na regułę trzech sekund. Jej zadaniem są dwie rzeczy: Zminimalizowanie uczucia „godziny amatora”/strachu przed podejściem. Druga opcja tej zasady jest na wypadek, gdyby któreś z Was miało ochotę wyjść do klubu samotnie (co samo w sobie znajduje się w podstawowym skillsecie arytysty podrywu).

Reguła trzech sekund: Od chwili kiedy uznajecie: „hmm, jest goraca” do momentu w którym faktycznie otwieracie set ma minąć nie więcej niż trzy sekundy (oczywiście w miarę możliwości, nie każę Wam biegać, czy rozpychać się łokciami). Jeżeli wychodzicie sami do klubu: od chwili otwarcie drzwi ma minąć nie więcej niż trzy sekundy zanim otworzycie pierwszy set. Done. Moja sugestia? W tym wypadku jedna – miejcie zawsze przygotowany jeden zapuszkowany otwieracz, na którym możecie polegać, aby rzeczywiście przestrzegać tej reguły.


Lifestyle. Ultimate rozprawa!

styczeń 25, 2009

Czym jest dobry, zdrowy, dający oczekiwane efekty lifestyle? Po pierwsze nie zawsze to, czego aktualnie chcecie jest dla Was najlepsze. Dziwne? Ile razy nie chciało się Wam wstawać z łóżka? Zrobić zakupów? Popracować, czy poćwiczyć?

Jak wygląda struktura pożądanego stylu życia? Od początku. Są trzy główne dziedziny, w których sukces daje szczęście. Są one połączone ze sobą w sposób symbiotyczny. Mówiąc prościej aby czerpać maksymalną satysfakcję trzeba jak najlepiej spełniać warunki tychże dziedzin. Są nimi Zdrowie, Bogactwo, Miłość. Jeżeli chcielibyście bardziej szczegółowego rozbicia zapraszam do zapoznania się z piramidą potrzeb Maslowa. Na czym polega praktyczne wykorzystanie tej wiedzy? Po pierwsze potrzebujemy zdać sobie sprawę, że niewielkie szczegóły, pojedyncze subtelności tworzą wielkie różnice.

Zdrowie: Fizyczne i mentalne. Każdego dnia musimy zrobić coś dla swojego zdrowia. Najlepiej gdy są to przysiady i pompki, sport, czy aktywny wkład intelektualny w swoją dietę. Wliczają się w to także rzeczy absolutnie pasywne, jak odłożenia na ok pewnych nawyków żywieniowych. Chipsy, słodycze, piwo w dużych i regularnych dawkach szkodzą. Serio. Na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce. Nawet jeżeli tego dnia przewalczyliście ochotę na sięgnięcie po zapychacze brzucha i wyszliście na kilkudziesięcio minutowy spacer użycia bez samochodu, Wasz organizm odwdzięczy się wysyłając odpowiednią paczkę endorfin ośrodka przyjemności :D . Za mentalne zdrowie odpowiada zmniejszenie codziennej dawki telewizji, zadbanie o odpowiedni sen. Musicie również uzmysłowić sobie, że myślenie o problemach w czasie, który przeznaczacie na coś innego szkodzi. Ćwiczcie koncentracje, aby pozbyć się tego nawyku. Odpowiednio dobre samopoczucie może dać także codzienna toaleta. O skórę, rozluźnienie mięśni, przyjemny zapach ciała i odpowiednio bliskie golenie także trzeba zadbać. Przy odpowiednim „namaszczeniu”, poranne radzenie sobie z zarostem również może być przyjemnością.

Oczywisty jest wpływ zdrowia na inne dziedziny życia. Nie będziemy równie wydajni podczas codziennych czynności, jeżeli nasz organizm przeżywa kryzys. Człowiek, który o siebie nie dba jest również mniej atrakcyjny dla „najbliższego społeczeństwa”.

Bogactwo: Z braku lepszego słowa tytuł tego akapitu będzie symbolizował nie tylko ilość naszych materialnych zasobów, ale co może nawet ważniejsze. Każdy z nas musi być ekspertem w jakiejś dziedzinie. Musi być znany z CZEGOŚ. Wszystko, co uważacie za wartościowe, co wzbogaca Wasze codzienne życie, musicie mieć opanowane do perfekcji. Nawet z przesadą. Lubicie grać w siatkówkę? Grajcie z perfekcyjną techniką. Szachy? Jak arcymistrz. Gracie na instrumencie? Slash ma wymiękać. Piszecie, malujecie, haftujecie, gracie w curling, bilard, programujecie, zajmujecie się marketingiem, zarządzaniem, składacie rury, czy remontujecie mieszkania? Macie być niedoścignieni w jakiejś dziedzinie. Postawcie sobie cel i dążcie do perfekcji. Taki mały wjazd na ambicje: Jeżeli robisz coś i są ludzie od Ciebie lepsi, to po jaką cholerę to wykonujesz? Zostaw to im. Każdego dnia zróbcie coś, aby podnieść swój status. Bądźcie lepsi każdego wieczoru od wersji siebie z rana. I znowu, jeżeli nie ma innej możliwości, niewielkie czynności się liczą. Oprócz satysfakcji musimy zadbać o swoje mieszkanie, wehikuł, czy ubranie, a także stan konta. Nie po to, aby świecić zegarkiem Bonda po oczach innym. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa finansowego.

Wpływ na pozostałe dwie dziedziny, znów jest dość prosty do zauważenia. Jeżeli zachorujecie i nie macie za co się leczyć, w ekstremalnych wypadkach możecie zginąć. No i jeżeli nie potraficie zgromadzić zasobów dla siebie, to jakim cudem nagromadzicie ich tyle, aby starczało dla Was, Waszych partnerek i dzieci? Nie ma opcji. Dbajmy o siebie w pierwszej kolejności, aby móc dzielić się swoją wysoką wartością. Aby wzbogacić życie innych.

Miłość: Mieści się tu poczucie akceptacji i uznania, szacunku oraz bycia potrzebnym. To w tym miejscu jestem pytany o te niby sprzeczności wynikające z poszerzania wiedzy o dynamice społecznej, matematyce umysłu i wiązaniu w pary. Coś co bardzo ciężko jest wytłumaczyć, to jedynie można zademonstrować. Główna zasada wiązania w pary polega na uświadomieniu sobie, że nie ma na świecie bezinteresowności. Nawet tak piękne rzeczy jak fundacje, akcje non-profit nie działają bezinteresownie. Nie ciskajcie gromów, czytajcie dalej, rozjaśniam: Największy polski dobroczyńca (Janina Ochojska) robi to, co robi ponieważ uważa to za swój obowiązek. Gdyby zaprzestała, lub w ogóle nie zajęła się humanitaryzmem nie poczułaby czegoś tak wspaniałego, słowa, do którego wszyscy dążymy: Spełnienia. Jeżeli ktokolwiek zapyta mnie, jak wygląda osoba spełniona, odpowiadam bez wahania.

Hmm… Lepiej będę trzymał się tematu. Miłość dwojga ludzi do siebie, czy po mojemu – wiązanie w pary, pomimo świadomości, że jest to deal (ja daję Ci więcej mojej wartości Przetrwania, w zamian dostaję więcej z Twojej Replikacyjnej wartości), odczuwam tak samo silnie. Co więcej, dzięki głębszemu zrozumieniu, uważam, że mogę dawać więcej przyjemności partnerce niż ktoś, kto wciąż uważa to wysoce abstrakcyjne uczucie. W prostszych słowach, niektórym miłość, zadurzenie, fascynacja odbiera rozum – czy to nadal jest tak piękne, gdy prowadzi do znudzenia i przewidywalności? Osobiście, nie sądzę.

Ta dziedzina odwołuje się do naszego życia społecznego. Wzbogacić je możemy codziennym spotykaniem się z ludźmi. Miejcie kilka swoich kółeczek przyjaciół, spotykajcie się z wieloma kobietami. Potencjalnymi partnerkami, oraz przyjaciółkami, które są tak samo potrzebne.

Brak sukcesów na tym polu działa najmniej zauważalnie, acz najbardziej dobitnie. Wszelkie depresje, samobójstwa (zdrowie mentalne), spadek wydajności pracy, zaprzestanie doskonalenia się w ulubionych sztukach (bogactwo, satysfakcja).

Słowo na niedzielę: Niektórzy ludzie przychodzą do Gry jako magicznego środka na wszelkie niepowodzenia. Nie ma cudownej pigułki na dobre życie, łatwej drogi do celu. Gra nie usunie shitu z życia. To tylko nowa jego porcja… Problemy jakości ;) Moja porada? Codziennie podejmujcie świadomy wysiłek. Efekty przyjdą z czasem, przy każdym spojrzeniu wstecz. Amen.


Grand New!

styczeń 19, 2009

Nowy rok rozkręcił się na dobre. Uporządkowanie nowych spraw zajęło mi troszkę czasu. Kilka przesunięć wskazówek poświęciłem także na podsumowanie sobie zeszłorocznych dokonań. Kilka projektów, które udało się doprowadzić do końca. Kilka czeka na lepsze dla siebie czasy, a w tak zwanym między czasie, narodził się zupełnie nowy. Którego pierwszym owocem będzie nowość na Warsztacie Charyzmy.

Drodzy czytelnicy! Człowiek, którego znam od ponad pięciu (sic!) lat. Czas leci szybko i nieubłaganie. Przyjaciel, z którym dzielę wiele sukcesów. Jego styl życia inspiruje, ilość aktywności pozwala mówić o nim: człowiek renesansu! Uśmiech nie znika z jego twarzy. Kiedy inni tylko mówią, on już przekuwa słowa w czyny. W końcu, z relacji naszych wspólnych znajomych, znakomity facet. Nie widziałem kobiety zdolnej oprzeć się jego urokowi. Cóż mogę dodać?

Panie i panowie! Daję Wam Adiusa! Od dnia dzisiejszego jego osoba staje się częścią Warsztatu Charyzmy.


Wyjawienie zagadki! Kim jest Gal Antonim?

styczeń 15, 2009

Witam wszystkich po jakże dłuugiej przerwie w zgłębianiu dynamiki społecznej. Dzisiaj, na rozgrzewkę przed nowym sezonem, chciałbym załatwić pewną prywatę.

Ludzie często pytają mnie: Man, czy przypadkiem nie powinno być Gall Anonim? Well… Nie. Po pierwsze jest to moja ksywka i mogę umieścić w niej to co zechcę ;) Joke. Historia zaczyna się kiedy młody chłopak rozpoczyna hobbystyczną karierę w różnych internetowych serwisach. Pisuje on przeróżne ciekawe formy starając się tworzyć słowem sztukę. Poznawał ludzi, którzy w pewien niebagatelny sposób wpłynęli na jego rozwój w tym kierunku. Jeden z nich zaproponował, aby, wtedy jeszcze chłopak, wymyślił swoje alter ego – alias, który mógłby być rozpoznawalny i bardziej rzucał się w synapsy pamięci niż imię przy nazwisku. Akurat w tak zwanym między czasie ów młody człowiek przyjął imię, którym szerzej się nie chwalił. „Galante”, od słowa charakteryzującego pewien sposób ubierania się. Dni mijały, a Galante chciał poszukać czegoś świeżego, przestąpić kolejny próg w zamczysku samo-aktualizacji. Poprosił onego znajomego, pomysłodawcę, a potem twórcę projektu Dość, o wymyślenie czegoś pasującego do zmieniającej się osobowości naszego bohatera. Padło na dwuczłonowe Gal Antonim. I tak bohater stał się mną. Mogę się jedynie domyślać cóż miał oznaczać ten przedziwny twór. Być może „Gal” to nawiązanie do Galante, który nie był w końcu taki zły… Antonim najpewniej symbolizuje pewne sprzeczności, przeciwstawne przymioty jakimi można określić dzisiejszego mnie.

Znaczenie Twojemu życiu nadają osoby, które w nim uczestniczą. Ładna sentencja, prawda? Ale, ale… Znajomy, o którym mówię mógł po prostu lecieć sobie ze mną w chuja ;)


Wesołych Świąt!

grudzień 25, 2008

Dużo zdrowia, radości i satysfakcji w nadchodzącym roku.

Dalesze wpisy zaczynamy po Nowm Roku (z hakiem, chyba nie oczekujecie, że tak szybko wyzdrowieję) i jedziemy field raportami, konkretnymi sytuacjami, oraz niuansami które oddzielają słabe noce, od tych megafakincool. Pozdrowienia, do usłyszenia!


‘How to…?’

grudzień 4, 2008

Dziś poopowiadamy sobie troszkę, o tym jak po Bożemu dojść do mistrzostwa. Jak stać się artystą w dziedzinie podrywu. Tutaj troszeczkę zamieszam. Nie trzeba znać każdej techniki perfekcyjnie, spamiętać każdego kawałeczka materiału, czy być czujnym na kruczki 24/7.Zaczynamy od poznania modelu. Musimy wiedzieć jakie wyzwania czekają nas w odpowiedniej części i fazie. Poznajemy kilka podstawowych rutyn i bierzemy do rączek kalendarz. Wypełniamy go po brzegi okazjami, świadomym wysiłkiem przełamujemy się i wychodzimy z domu. Minimum cztery razy w tygodniu. W miarę możliwości od 2 godzin w górę. Ustalamy sobie zasadę na jedno podejście maks 20 minut. I tak ćwiczymy przez trzy tygodnie. Po dwóch już będziecie przestawieni, po trzecim ciężko będzie przestać. Nie musicie jakoś masakrycznie się przykładać do jakości podejść. Ciekawym pomysłem jest robić podejście rozgrzewkowe przed wejściem do klubu, pubu, czy kawiarni. Są dwie szkoły rozgrzewania się. Jedna mówi: zrobić tak, żeby zostać odrzuconym i to jak najszybciej. Kupa śmiechu, odciąża nerwy na kolejne podejścia. Druga: spróbować czegoś nowego. Nowej rutyny, otworzyć czymś innym niż zwykle, zacząć tańczyć z panną na środku placu itp. Obydwie szkoły łączy myśl przewodnia: Fun, nie jakość się liczy. Będzie co opowiadać. Po pierwszym tygodniu weźcie pod kreskę cały model i sprawdźcie swoje postępy. Już po kilku wyjściach są one zauważalne.

20 minut na podejście to trzy w godzinę. Trzy godziny w klubie to 9 podejść. Cztery wieczory w tygodniu to 27. Dwa tygodnie to 54 podejścia. Ilu z Was podeszło do większej ilości całkowicie obcych kobiet przez ostatnie dwa lata? Statystyka mówi, że niewielu. W miesiąc osiągacie 108 podejść. 10 miesięcy z urlopami zdrowotnymi to lekką rączką daje ich 1000. Niewiarygodne liczby jeżeli spogląda się wstecz.

Diabeł wspina się po swoich schodach, puka do świata żywych i staje przed Wami. ‘Mam dla Was deal’ – mówi swoim cwaniackim głosem. ‘250 setów znienawidzi Waszą osobę, tak jakbyście mieli ściągnąć przed nimi gacie i wymachiwać, co tam macie. W zamian będziecie zdolni zainteresować sobą praktycznie każdą kobietę na Ziemi. Wchodzicie w to?’. No to teraz Waszym zadaniem jest znaleźć te 250 setów.