Felieton – Szkolenia, pranie mózgu i drzwi

Lipiec 29, 2011

Większość dzisiejszych szkoleń, które możecie zakupić za mniejsze, bądź większe pieniądze, da Wam do zrozumienia, że jest z Wami coś „nie-tak”. Nie żartuję. Sam byłem na takich szkoleniach, słyszałem o nich, co więcej, samodzielnie prowadziłem podobne.

Czytaj resztę wpisu »


Altruizm -/- związki

Czerwiec 23, 2011

Altruizm jest zły. Sam w sobie. Wyrządza krzywdę nie tylko altruiście, ale i osobie, której altruista pomaga. Tym bardziej jest tragiczny jeżeli stanie się fundamentem funkcjonowania dowolnej relacji. Nieważne czy mówimy o pracy, związku, czy koleżeństwie. Nie ma gorszej podstawy działania niż altruizm. Nawet samobójstwo nie jest tak destrukcyjne. Tłumaczę dlaczego.

Czytaj resztę wpisu »


Jak być skutecznym przywódcą? Po co nam umiejętności interpersonalne?

Maj 13, 2011

Skąd pochodzi zależność pomiędzy goniącym, a gonionym? Fascynujące jest, że nierzadko goniony, nagle zdaje sobie sprawę z czegoś i dynamika relacji zmienia się o 180 stopni.

Każda forma przywództwa, począwszy od rodzicielstwa, przez lidera grupy dzieciaków, bandy zbirów, szefostwo w firmie, czy władzę państwową, jest iluzją. W dużym uproszczeniu – na czele grupy znajduje się jednostka, którą postrzega się jako przywódcę. Sława gwiazdy i to jak ją będziecie traktować zależy wyłącznie od tego, czy ją znacie i szanujecie, czy nie. Jej wizerunek w Waszych oczach to jedyne, co się liczy w tej relacji.

Nikt nie rodzi się charyzmatyczny. Tę cechę nabywa się przez całe życie. Przez różne uwarunkowania, nad którymi do pewnego momentu nie mamy kontroli jednym jest łatwiej, innym trudniej. Ale jak już się pewnie domyślacie; jak pisałem wielokrotnie wcześniej, przewodzenie, charyzma, to cechy/umiejętności takie jak gotowanie, czy granie na instrumencie. Nikt nie rodzi się ze znajomością akordów, tak samo jak nikt nie rodzi się wspaniale władając mową. Ba, zaraz po urodzeniu robimy kupę gdzie popadnie, rzygamy jak koty, a karmić musi nas mama. Średnio to wszystko pasuje do wizerunku przywódcy ;) . Nie możecie się ze mną nie zgodzić – bycie liderem, mówcą itp. to sprawa nabyta.

Czytaj resztę wpisu »


Poprawa charyzmy 2 – Dobry mówca, to słyszalny mówca.

Marzec 29, 2011

Mieć talent to uczyć się danej umiejętności w ciągu mniejszej liczby powtórzeń. Ktoś z kategorii „totalnie beznadziejny” może posiąść daną umiejętność w takim samym stopniu jak osoba utalentowana. Haczykiem jest większa ilość czasu i energii do tego potrzebna. Niezależnie czy ma, czy nie ma zdolności, dowolny zdrowy człowiek może nauczyć się mówić. Mówić tak, żeby słuchali.

W ciągu trzech ostatnich lat robiliśmy wspólne warsztaty, przyglądaliśmy się społecznym umiejętnościom, przyjrzeliśmy się problemowi postrzegania nas przez innych, porozmawialiśmy o pewności siebie. Część prostych technik można szybko wyłapać i zinternalizować, inne wymagają dużego nakładu pracy i czasu, a są i takie koncepcje, które wymagałby przewrócenia swojego postrzegania świata. Waszym ulubionym tekstem poniższego bloga okazał się być ten, który bierze pod niewielką lupę coś tak ulotnego jak charyzma, skupianie uwagi i mówienie  z entuzjazmem. Dziś w ten temat zatopimy ociekające nowoczesną optyką szkło powiększające.

Czytaj resztę wpisu »


Felieton – Na Nowy Rok

Grudzień 31, 2010

W atmosferze zbliżającego się Nowego Roku, bardzo wiele zdrowych, dorodnych, młodych i bardzo często inteligentnych (na pozór) osób dochodzi do wniosku, że zeszłe dwanaście miesięcy nie było tak dobre jak być powinno. Nie mam na to żadnej innej odpowiedzi niż bardzo brutalne, ale zawsze aktualne i prawdziwe: Był na tyle dobry na ile wybraliście, żeby był. Nie chcę nawet zagłębiać się jaką niewyobrażalnie dziwną rzeczą jest branie pod kreskę cennych 365 dni i wywalanie ich do kosza, gdy w sumie przeciętnie długie życie trwa ich zaledwie 28 tysięcy.

Wigilia Nowego Roku przez wielu uważana jest za najlepszy czas do zmian, postanowień, otwierania się na nowe wyzwania – również i według mnie jest to dzień do tego doskonały. Doskonały jak każdy inny. Ten przydługi wstęp doprowadzi nas do samego sedna – uświadomienia sobie, że oprócz postanowień o zarzuceniu złych nawyków, ustalania sobie dalekosiężnych celów jako faceci możemy otworzyć się właśnie na jedno z istotnych pytań. Czego one pragną? Nie odkryję ameryki i powiem, że na pewno nie tego o czym mówią. Zagadka jest mało skomplikowana, rozwiązanie proste, niekoniecznie łatwe do zrealizowania, ale przez to jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Kobiety pragną zrelaksować się, zaufać, oddać się. Potrzebują poczucia, że nie muszą się stresować, zastanawiać nad przyszłością. Chcą mieć pewne oparcie o solidną podstawę Waszej pełnej świadomości i pewności siebie. Nie lubią mieć na sobie odpowiedzialności za Wasze szczęście. Więc jeżeli nie jesteście pewni o Wasze finanse, czy nawet o Wasz polityczny pogląd – nie musicie nic mówić, one to wychwycą i zaczną się nad tym zastanawiać za Was. Nie musicie być superbogaci, możecie zdecydować, że zostaniecie mnichami, albo grabarzami i dopóki jesteście pewni swojego wyboru całym sobą to jej nie robi to różnicy. Może się odprężyć poprzez Wasze poczucie stabilności i pełne zaufanie do siebie. Wiele z nich, będzie Wam mówić, że chcą być numerem jeden w Waszym życiu. Zaufajcie mi w tej kwestii – jeżeli kobieta poczuje, że jest ważniejsza niż Wasz życiowy cel, to na jej barki spadnie ogromna odpowiedzialność za Wasze szczęście. Wtedy sami skazujecie się na frustrację, ponieważ życie pod taką presją będzie ją krępowało i choćby chciała, nie będzie w stanie spełnić Waszych oczekiwań.

Wasza praca nad sobą, nad ostrzeniem własnej świadomości będzie sowicie wynagrodzona. Prędzej lub później. Być może w ogóle traficie na kobietę, która jest tak głęboko przerażona przed pełnym oddaniem i zaufaniem, że nie będzie w stanie docenić tego, co otrzymała i cały proces będziecie zaczynać od nowa. Jestem jednak pewien, że zawsze po chwilach prób i testów przychodzi czas na celebrację. A wszystko, co możecie sobie wyobrazić najprzyjemniejszego czeka tylko na Wasze noworoczne postanowienie.

Do przeczytania w najnowszym roku, na który życzę Wam wszystkiego co najlepsze, niezapomniane, ekscytujące i pełne najczystszej radości!


Felieton – No risk = no fun

Grudzień 2, 2010

Żyjemy w świecie, w którym uczą nas wciąż i wciąż podejmować właściwe decyzje. Bezpieczne decyzje. Pełne respektu dla otaczających nas narzuconych zasad. Najlepiej gdybyśmy unikali wszelkiego ryzyka. To tak jakbyście mieli do końca życia zostać w domu, w złotej klatce, bo wyjście w świat z krainy czterech ścian i 24 karatowych krat jest nieodpowiedzialnym ryzykiem – mogą Was pobić, zabić, zgwałcić, porwać, ugryźć, urwać Wam coś, okraść, a co gorsza poderwać Was. Problem polega na tym, że to w domu zdarza się większość wypadków… Oprócz ostatniego.

Każdy charyzmatyczny człowiek, którego nazwisko przychodzi mi na myśl nie bał się podejmować własnych, przeczących panującym trendom, ryzykownych, irracjonalnych decyzji. A może i się bał, ale koniec końców, robił to, co uważał za słuszne. Z logicznego punktu widzenia, czymś najbardziej ryzykownym jest poleganie na cudzych decyzjach. Pół biedy, gdy sugerujecie się i działacie wbrew sobie idąc za głosem, kogoś, kogo uważacie za swojego mentora, czy autorytet, czy inny dziwny stwór. Gorzej; zupełnie źle, kiedy zarzucacie swój osąd aby ustawić się na jednym torze z kobietą. Jakkolwiek mądra, stara, doświadczona, skupiona, męska, udana, zgrabna, piękna, czy godna szacunku by była. Jeżeli kobieta sugeruje coś, co zmienia Wasz pogląd na daną sprawę, to wtedy powinniście przemyśleć wszystko jeszcze raz i podjąć nową decyzję. Ale nie ma usprawiedliwienia dla zarzucania swojego osądu, co do którego jesteście dogłębnie przekonani, tylko aby jej dogodzić, czy dla świętego spokoju. W takim wypadku jedyne, co komunikujecie to proste: „Nie wierzę w swoją zdolność do podejmowania decyzji – powinni obciąć mi… krawat”.

Kobiecość nie cierpi podejmować decyzji, uwielbia testować i najpewniej nie jest świadoma tych dwóch prawidłowości. Kolejna piękna sprawa to fakt, że to, co wychodzi z ust kobiety jest zawsze odbiciem jej aktualnego nastroju. Nie tym, co sądziła o sprawie godzinę temu, jak uważa, że będzie się z czymś czuła za godzinę – aktualny nastrój, aktualny pogląd. Są oczywiście wartości i zasady zakotwiczone tak mocno, że tylko odpowiednio duża projekcja emocji jest w stanie je obejść, ale to tylko potwierdza fakt. Męskość ze swojej natury robi odwrotnie. Używa chłodnej analizy i szerokiego spojrzenia. Czasami rzeczywiście – spontaniczna reakcja, podyktowana chwilą prowadzi do niezapomnianych przeżyć i tu nie ma dyskusji. Lecz niestety, kiedy dochodzi do sytuacji, w której zmienicie Waszą decyzję tylko dlatego, żeby zgodzić się z nią (a nie dlatego, że rzeczywiście jej pomysł jest dobry), to nie dość, że w każdym razie będziecie mieli do niej i do siebie pretensje, to jeszcze i ona (mniej lub bardziej świadomie) starci do Was zaufanie. Skoro sami sobie nie ufacie, to jak kobieta ma Wam zaufać?

To do nas należy nieme zasugerowanie czegoś na styl „to jest moja decyzja, z uwzględnieniem wszystkich za i przeciw, wynikająca z mojej mądrości (lub jej barku) – jeżeli się mylę, będzie to doskonała lekcja i wyciągnę z niej wnioski”. Powtarzam jeszcze raz: nie chodzi o to, żeby ignorować kobiecość podejmując decyzję – nie zwracanie uwagi na spontaniczność, świeżość i emocje płynące od kobiet jest zwykłą głupotą. Na tej samej zasadzie bardziej męskie jest uczciwe przyznanie racji, kiedy jest ona po tej drugiej stronie niż bezmyślne obstawanie przy swoim zdaniu. Chodzi o to, by podjąć w zdecydowany sposób zawieszoną gdzieś w przestrzeni odpowiedzialność. Mieć odwagę, i kiedy jest to konieczne, na tyle jaj, żeby powiedzieć: „Prawda leży tam, gdzie leży. Nie po środku. Nie gdzieś indziej. I jest jedna.” – I wskazać palcem dokładnie, gdzie ona jest.

A prawda jest taka, że podejmowanie opłacalnego ryzyka, kierowanie się zwiększaniem sumy przyjemności i satysfakcji, zdrowy hedonizm i egoizm zgodny z własnym sumieniem jest dużo bardziej logiczny niż trzymanie się trendów i bezszelestne wpasowywanie pod długi, smutny pantofel masowego społeczeństwa. Nie odbierajmy życia zbyt poważnie. To źle działa na cerę.


Felieton – Siła oceanu

Listopad 15, 2010

Żyjemy w świecie, który próbuje nałożyć na nas dziwny schemat osiągnięć. Najpierw przechodzisz przez etapy szkolne, wciąż widać punkt końcowy/dzień, w którym zakończy się edukację i będzie można odpocząć. Gdzieś po drodze zaczyna nas fascynować jakaś praca i tutaj świat znowu stawia nam przed oczami dzień, w którym zawiesimy narzędzia na kołku i będziemy mogli odpocząć. Całe życie jest też taką drogą spełnienia, i tu też oczekujemy, że nadejdzie taka chwila, w której się dopełnimy i będziemy mogli odpocząć.

Na pierwszy rzut oka smutny jest fakt, że nigdy nie nadejdzie taki moment, po którym będziemy mogli zająć się odpoczywaniem. Jeżeli któryś z Was wierzy, że kiedyś coś osiągnie i będzie potem mógł uprawiać swobodny chillin’, to jest w głębokim błędzie. Jeżeli któryś z Was ma nadzieje, że któregoś pięknego dnia cokolwiek zmieni się w fundamentalnym stopniu, to jest to płonna myśl. O ile życie toczy się dalej, o tyle stawia przed nami kreatywne wyzwania, z którymi mamy się bić i bawić nimi jednocześnie. To nigdy się nie skończy. Więc jeżeli nie rozkminiliście tego wcześniej, przestańcie czekać na dobre rzeczy. Przestańcie czekać z czymkolwiek czekacie aż Wasze finanse będą bezpieczniejsze, praca będzie wymagała mniej czasu, czy cokolwiek będzie inne niż jest teraz. Nie będzie. Przynajmniej godzinę dziennie róbcie to, co czeka na te lepsze warunki. Nie zwlekajcie dłużej, bo prawdopodobnie to, co uwielbiacie robić zostanie pochłonięte przez mit „lepszych czasów”. Większość racjonalnych powodów, aby odłożyć uwielbiane przez Was aktywności, to tak naprawdę wymówki, dla braku kreatywnej dyscypliny, albo niechęci do podejmowania wyzwań. Znalezienie godziny czasu nie jest wielkim problemem dla myślącego mężczyzny. Jeżeli wydaje się być, to pora zastanowić się nad sensem wykonywania takiej pracy, która na to nie pozwala.

Patrząc z innej perspektywy, trzeba zdać sobie sprawę, że mitem także jest twierdzenie „kiedyś moja kobieta (coś) zrozumie i moje życie będzie prostsze”. I tak jak w życiu, każdą chwilę spędzoną z kobietą można przydzielić do jednej z dwóch kategorii: testu albo celebracji. W życiu jest to oczywiście lepiej dostrzegalne, bo z męskiej perspektywy kobiecość zawsze wydaje się bardzo chaotyczna. Niemniej, nie dość, że w wielu kulturach przyjęło się, że samo istnienie kobiecości jest wyzwaniem dla męskości, ale co jest pewne – nie ma większej przyjemności dla kobiecej natury niż testować i dostrzegać absolutną niewzruszoność mężczyzny. Ponieważ męskości nic nie jest w stanie dotknąć (jak wcześniej napisałem, męskość wiąże się ciepłą pustką), otwarty mężczyzna jest już tym, kim chce być, z nią, czy bez niej. Skoro na mężczyznę niszczącego wpływu nie ma jego kobieta, to i cały świat go nie ma. Stąd prosty wniosek, że takiemu facetowi można się poddać i zaufać. Wtedy dopiero, po przetestowaniu, kobiecość rozkwita. Taki cykl powtarza się wciąż i wciąż, tak jak w życiu i jest to absolutnie niezmienne.

Świat dookoła jako taki i kobiety będą nieustannie Was testować – Wasz indywidualny wybór może paść na przeżywanie każdej chwili najpełniej jak można, albo utknięciu w micie „kiedyś wszystko się zmieni”. Czy należy tolerować wszystko, co Was spotyka? Oczywiście, że nie. Jeżeli patrzeć nawet przez pryzmat cykli testów i celebracji coś jest autentycznie nie do zniesienia trzeba to zostawić za sobą i nie oglądać się (odkąd w żaden fundamentalny sposób nie można zmienić ani kobiety, ani charakteru danego zawodu). Na koniec dnia i tak wszystko sprowadza się do nieuniknionego – wyboru. Ja dla siebie wybieram życie pełne wyzwań (nawet tych, które mogą mnie przerosnąć), ale dających tak samo pełną satysfakcję, a nie ogrom frustracji. Amen.


Breakdown – Łamiemy felieton.

Październik 7, 2010

Mały P.S. Zanim zaczniemy: To druga, poprawiona wersja tego artykułu. W pierwszej się pomyliłem i to pomyliłem się srodze. Teraz jest trafnie i schludnie. Miłej lektury.

Breakdown – Łamiemy felieton.

Całkiem zaskakującą rzeczą w prowadzeniu takiego tematycznego bloga stał się dla mnie fakt, że ostatnio większość maili pochodzi spoza grupy docelowej… W tym wypadku poczta płynie głównie od kobiet. Ale zaczniemy od drugiej strony.

Jak część z Was zapewne już zauważyła, Warsztat Charyzmy nie kręci się stricte wokół tematu zdobywania kobiet. Kobiety są bardzo ważne w procesie, który mam na myśli, ale są „tylko” jego częścią. Warsztat skupia się na zapomnianej tradycji bycia po prostu facetem. I znowu, to nie tak, że któryś z nas nie był facetem do tej pory, musi się zmienić, uciec od tego, kim był wcześniej, starać się „być bardziej czymś”, mocniej, agresywniej. To są pomysły, które nakładają na nas dodatkowe warstwy, gdzie raczej powinniśmy zedrzeć z siebie niektóre by dotrzeć do istoty rzeczy. Brzmi to nadzwyczaj głęboko i w praktyce nie jest to proces łatwy, ale moim zdaniem wszystko zależy od „chcenia”. Są pewne wskazówki dla poprawy konsekwencji – wizja, misja i ciągłe zauważanie poprawy/coraz większe zrozumienie. To jest akurat piękna strona życia, bo działa to mniej więcej tak: Pracujecie nad swoim małym projektem/procesem, dni mijają, nie ma poprawy… Następnego ranka budzicie się ze zdziwioną miną – „o… załapałem, jedziemy dalej”. Taki cykl powtarza się wiele razy i tyczy się każdej dziedziny. Nie ważne, czy jesteście mistrzami kung-fu, marketingu, czy skończonymi nieudacznikami – dojście do tego kosztowało Was czas i ćwiczenia/praktykę. To oczywiste, że nic nie przyjdzie samo po przeczytaniu artykułu, czy nawet książki. Nic się nie zmieni po dziesięciogodzinnym warsztacie. Trzeba wracać do wniosków, które się wyciągnęło, wbić się ten cykl. Ale, co ja będę… Znacie proces.

Jeżeli zedrzeć z nas te niepotrzebne „warstwy” to co nam zostaje i co zdzieramy? Po pierwsze: najważniejsza jest świadomość własnej misji/celu. Jeżeli nie wiecie co to jest, czym prędzej tego poszukajcie. To mogą być proste rzeczy, mogą być uniwersalne, ale trzeba je zdefiniować i zatopić się w dążeniu. Dla mnie misją jest uczyć, kochać, zdobywać wiedzę, bawić się, śmiać się, podziwiać, eksplorować i widzieć istotę, a potem ją docenić. Nie można tego osiągnąć, jeżeli jest się niewolnikiem własnych obowiązków i powinności, jeżeli nie ustali się priorytetu na wypełnianie swojego celu. Ludzie, których życia znaczyły coś więcej nie czekali na lepsze czasy, okazje, okoliczności, czy ułatwienia. Nie czekali aż poczują się lepiej, czy będzie im się bardziej chciało. Co więcej, sami jesteśmy odpowiedzialni za ucinanie własnego lenistwa, złości, okoliczności, niezrozumienia itp. Nie ma na co czekać i kogo winić. To wymaga nie lada charakteru, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Jeżeli nie potraficie odkryć tej pierwotnej wolności w sobie, kiedy mężczyzna jadł kiedy był głodny, spał kiedy był śpiący, tworzył kiedy chciał się spełnić i (tak dziewczyny) uprawiał seks kiedy czuł się podniecony, to mówię Wam i mówię Wam dobrze nie będziecie w stanie znaleźć i zatrzymać przy sobie kobiety, która będzie Was w tym wspierać.

A teraz przychodzi czas na tę część, która mnie zadziwiła i tę część zmieniłem najmocniej, ponieważ wcześniej się po prostu myliłem. Maile, które zwróciły moją uwagę pochodziły od kobiet, które nie były pewne, czy dobrze wpasowują się w to, co dotyczyło ich w poprzednim artykule. I teraz słuchaj się mnie kobieto, bo dwa razy powtarzał tego nie będę. Twoim celem życiowym jest kochać i rozświetlać życie swojego mężczyzny. Jeżeli trudno w to uwierzyć, albo godzi to w Twoją dumę, to po prostu nie jesteś ze sobą szczera, albo nie dorosłaś do bycia w pełni kobietą. Możesz prezesować najagresywniejszemu, globalnemu bankowi, a Twój mężczyzna może zostawać w domu z dziećmi i dopóki Twoim celem jest kochać, troszczyć się i wspierać go w jego misji, to wszystko jest w porządku. Teraz słuchaj jeszcze uważniej: Twój mężczyzna może wiedzieć, że jest kochany, wspaniały, seksowny, ale nigdy nie wolno Ci się zachowywać tak jakbyś była przekonana o tym, że on wie. Nigdy, natomiast nie mów niczego z grzeczności, nie przytulaj bo wypada, nie całuj ponieważ minęło kilka minut za długo. Jeżeli czujesz, że nie masz za co go podziwiać, albo po prostu nie masz na to ochoty, to zostaw go i tego nie rób w ogóle. Tak jest uczciwiej. Ja wiem i to naturalne, że przejmujesz się wieloma rzeczami, że czasami nieduża sprawa potrafi popsuć Ci cały dzień. Część z nas to rozumie, część z nas nie i jeżeli masz faceta z tej drugiej grupy to go uświadamiaj, że to złamany obcas powoduje w Tobie takie spustoszenia. Inaczej bierzemy odpowiedzialność na siebie. A nic nie zabija faceta tak bardzo jak bezradność.

Często powtarzam, że to mężczyzna w ostateczności jest odpowiedzialny za wiązanie w pary. Ale powtarzam też przy tym, że wybór JEST wyborem i jeżeli kobieta nie wybierze swojej misji (kochać i wspierać, doceniać, wciąż na nowo, i poświęcać uwagę), to w takiej sytuacji ona pierdoli sprawy. Amen.


Felieton – Masculin znaczy „męskie”.

Wrzesień 21, 2010

Ostatni „breakdown”, będąc praktycznie zapalnikiem zainspirował mnie do stworzenia nowego cyklu. Jako, że zamysłem odbiega od reszty nowy cykl zrealizuję w formie felietonów. „Bądź pasjonujący…” pasowałby formą do cyklu, ale niech już mu będzie, że rozkłada to, co miał rozłożyć. Jakkolwiek to brzmi…

Felieton – Masculin znaczy „męskie”.

Żyjemy w świecie, który ma nam za złe, że różnimy się od siebie czymkolwiek. Pikuś jeżeli mówimy o dochodach. Te można gdzieś ukryć. Gorzej, że różnimy się płcią. I to dzisiejszemu światu się nie podoba jak drzazga w oku.

Włączcie film, serial, weźcie książkę, czy przeglądnijcie magazyny. Z małymi wyjątkami, wszystko jest postawione na głowie. Kobiecość ma się w tym wszystkim ciut lepiej. Ale w tym sensie, że lepiej usłyszeć od swojego kata: „Wam rąbał będę najpierw głowę, tamtych rżnąłem od nóg w górę… Pordzewiałym, tępym nożem… Umoczonym w kwasie… Jak już ich podpaliłem. ” W sumie dzięki, ale bez wielkiej ulgi. I w tym wszystkim krzywdzimy się wzajemnie, ale patrząc z daleka na cały obrazek, to głównie nas, mężczyzn winię za taki stan rzeczy.

Ale zacznijmy od oczywistego. Czym jest męskość? Dosyć głębokie w swojej prostocie: męskość to pustka/nicość/obiektywizm/świadomość, siła/pasja/bezpieczeństwo/balans, mądrość/ciepło/spokój/pełna uwaga. Przeciętny facet, czasami nie zdając sobie z tego sprawy wkracza w taką pustkę. Duszenie pilota i tour po kanałach plus piwko. Magazyn, którego nawet nie czyta w toalecie. W końcu orgazm i relaks. Kochamy naszą nicość. Ale nasz pociąg do niej został sprowadzony wyłącznie do tego. Kiedy we właściwej formie ta pustka pozwala nam nie oceniać przedwcześnie. Być obiektywnym i zachować ostrość umysłu. Druga rzecz to charakter. To jego siła i zaangażowanie daje poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie. I znowu, dzisiaj, przeciętny mężczyzna najpewniej nie raz wymusza na sobie różne rzeczy. Jest poza punktem balansu. W kolejce jest jeszcze to, co nas dopełniać powinno. No i teraz. Mężczyźni dzisiaj (o ile jest jeszcze garstka tych, co są dumni ze swojej płci) dostają mylne tropy i uważają, że męskość to te pozory, które noszą jako siłę charakteru. Powracając choćby do telewizji, za mężczyzn pokazują nam jakieś totalnie rozchwiane emocjonalnie ludki. Albo góry testosteronu i nadagresywną kupę mięśni, która z obiektywizmem, ciepłem i balansem ma tyle wspólnego, co feministki z kobiecością.

Aaa, no właśnie. Kobiecość. Czyli światło, miłość, radość, piękno. To pierwsze skojarzenia. Ale ja się nie dziwię. Tak jak napisałem wyżej, niewielu jest mężczyzn spełniających wszystkie warunki, więc kobiety biorą sprawy w swoje ręce. Nie dlatego, że tak jest dobrze, kiedy to kobieta musi podejmować decyzje. Właśnie dlatego, że tak jest absolutnie do dupy! Bo to de-facto nie daje im wyboru. Jak one mają się zrelaksować, otworzyć, poczuć bezpiecznie, kiedy mężczyźni nie potrafią do nich dotrzeć, połączyć się, uspokoić negatywnych emocji i wskazać drogi, która jest dla nich bardziej użyteczna (to czy ją wybiorą, czy nie, to insza inszość)?! Dlatego przywdziewają „damskie garnitury”, krawaty, ścinają krótko włosy i są bardziej profesjonalne od swoich kolegów z pracy. Są spięte, niespełnione i średnio szczęśliwe.

Mężczyźni na panów, a kobiety do garów? No bez przesady, czytajcie ze zrozumieniem. Ostatecznie zawsze wybór jest wyborem. Ale tylko jeżeli to my spełniamy warunki męskości, one mogą poczuć się przy nas naprawdę bezpiecznie niezależnie od wybranej drogi. A umówmy się, kobieta, która nie chciałaby zachwycić nas swoją rozświetloną kobiecością, nie istnieje.


Breakdown – Bądź pasjonujący, nie „wyjebany”./ Zbuduj sobie życie, part 2

Sierpień 5, 2010

Żyjemy w czasach kiedy panuje moda na bycie niezaangażowanym w nic, co ma jakikolwiek sens, a za nonkonformistów uważa się członków subkultury zwanej „indie”.

Wszyscy są tak skupieni na byciu innym, że wychodzi im dokładnie coś odwrotnego. Każdy dzisiaj ma „wyjebane na 200%”, ubierając się w kamizelki do T-shirtu, jeansów i trampek, a na to jeszcze kapelusz a’la MJ. O za dużych okularach aż ciężko mi się pisze. Tak czy inaczej, jaki procent quizu na fejsbuku by nie wyszedł, każdy z nich ( i każda zarazem) jest tak ciężko przerażony tym, co mogą myśleć inni, że styl niezależny jest dzisiaj najlepszym jeżeli tylko chcecie wpasować się w społeczeństwo. Inaczej. Styl niezależny stał się ostatnio modą.

Druga sprawa to samo posiadanie „wyjebania na wszystko”. To jest zabawne. Nie mówię już nawet o niezaangażowaniu w jakąkolwiek aktywność, a nie daj Bóg ktoś wykaże inicjatywę w dyskusji o poglądach, dajmy na to, politycznych. Rażony jest gromem spojrzeń o łącznej temperaturze środka Ziemi. Pochwalcie się za to, że widzieliście kogoś w skarpetach ubranych do sandałów, a jesteście cool dopóki czegoś nie spieprzycie. Ludzie są tak zajęci pozorami, że aż nie widzą, że spod tych pozorów nie wystaje skrawek, ale cała, pognieciona od siedzenia koszula ich rozpaczliwej pustki. Nie raz widziałem wypicowane panny w panterkach mówiące, że mają „wyjebane”, a wdające się w słowne przepychanki. Nie rzadko też widuję facetów, którzy mają tak „wyjebane” na wszystkich, że słownie pół godziny przebierają ciuszki w H&M, uważając czy kolczyk w brwi i ułożone włosy nie padną ofiarą – odpowiednio – przypadkowej metki i nawiewu klimatyzatora.

Ja mówię: miejcie wyjebane. Ale na rzeczy, którymi nie ma sensu się zajmować. Między innymi na to, co myślą inni. Zaangażujcie się za to w coś wymiernie konkretnego. Coś, o co zapytani zaczniecie się rumienić i opowiadać z prędkością karabinu maszynowego. Cokolwiek, co będzie wymagało włożenia weń całego serca. Wasze miasta potrzebują osób zaangażowanych. Artystów, obserwatorów, publicystów, organizatorów, czy animatorów. Jeżeli to nie ta bajka, skupcie się na mniejszych grupach ludzi, albo w ogóle na sobie. Bądźcie znani z czegoś. O czym Wasi starzy znajomi będą opowiadać nowym.

Mówię też: dajcie sobie spokój z indie, czy nieindie, barwną modą. Tak, wiem, że peacocking jest przydatny i w dobrym ubraniu, przy pełnym wypicowaniu poziom pewności potrafi wzrosnąć. Dlatego miejcie dobrą koszule, spodnie i buty, wyprasowane i czyste. To zdaje egzamin stuprocentowo. Kiedy przychodzi czas imprezy goście indie przez większość czasu są obserwatorami. Gdzieś na początku, w okolicach 23:00 błyśnie flash, zostaną otwarci przez laskę, która przymierzy ich przeciwsłoneczne okulary (noszone cały czas w ciemnym klubie), czy potarga ich zajebisty wisior. Wydaje się oczywiste, że lepiej być otwartym niż nie, ale z doświadczenia wiem, że prawdziwy social proof, prawdziwa impreza, tam gdzie jest mi dobrze to stolik typów w poczciwych pięćset-jedynkach i zwykłym T-shircie, bądź koszuli. Możecie mówić co chcecie; powoływać się na najbardziej szanowanych PUA guru, ale dopóki nie sprawdzicie, jesteście biedniejsi o wspaniałą noc.

Reasumując. Kiedyś, dawno temu wywijałem sobie deskorolką. Uczył nas lokalny wymiatacz, a my jako nieopierzeni zadawaliśmy mnóstwo irytujących pytań. „W sumie, to jak powinien ubierać się skater?”. Nasz mentor miał anielską cierpliwość i mądrość mistrza Zen. „Nie trzeba luźnych spodni, czy wąskiej koszuli. Znam rasta, który jeździ. Znam skina, który jeździ. Mogę założyć szlafrok i kasować murki.” Młodzi i chłonni następnego dnia kasowaliśmy murki w szlafrokach i klapkach. Próbowaliśmy znaleźć swój styl, aż każdy z nas go osiągnął. Mówię: Znajdźcie swój szlafrok, wąską koszulę, czy pięćset-jedynki. Amen.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.